Uncategorized

Gdy moim związkiem rządzą emocje!

Jak wiadomo, etap szalonego i pełnego chemii zakochania może trwać nawet 2 lata, potem przychodzi czas weryfikacji. Jednak budowanie relacji w związku wcale nie jest takie proste, szczególnie właśnie w tym początkowym okresie, pełnym niepewności i uniesień. Ileż to razy doświadczamy sytuacji, kiedy „targają” nami różne, nie zawsze przyjemne emocje? Ileż to razy z jakiś powodów „znów coś poszło nie tak”? Ile razy zdarza nam się po prostu wybuchnąć?

Każda emocja, zarówno ta przyjemna jak i nieprzyjemna, jest potrzebna i o czymś nas informuje. Jednak sposób w jaki sobie z nią radzimy może przesądzić o tym, czy druga osoba będzie na nas dalej otwarta czy jednak zdecyduje się wycofać. Szczególnie jeśli zbyt często ulegamy emocjonalnemu porwaniu, co wbrew pozorom wcale nie jest związane z naszym temperamentem. 


„Porwanie” emocjonalne - skąd się ono bierze?

Porwanie czy też “uprowadzenie” emocjonalne przebiega błyskawicznie i uruchamia nas, zanim nasz mózg myślący zda sobie w ogóle sprawę z tego, co tak naprawdę się dzieje. Wtedy nie myślimy, a działamy, często owładnięci gwałtownymi emocjami, które są zupełnie niewspółmierne do sytuacji. Gdy moment krytyczny minie, nie mamy pojęcia, co nas „napadło”.

Utrata kontroli nie pozostaje jednak bez konsekwencji, nasze zachowanie wpływa bowiem na nasze relacje z innymi ludźmi, a częste uleganie złości powolnymi krokami niszczy nasze związki. A tak naprawdę niszczą je deficyty z przeszłości, przekonania, nawyki, które w określonych sytuacjach nas uruchamiają. Zwłaszcza kiedy mylimy nasze własne wewnętrzne potrzeby z oczekiwaniami wobec partnerów, a uczucia z uczuciami rzekomymi. 

Najtrudniej w tym względzie mają zapewne dorosłe osoby z rodzin dysfunkcyjnych, które poprzez myślenie o sobie w taki a nie inny sposób ulegają uprowadzeniom częściej niż inni, choć w mniejszym bądź większym stopniu dotyka ono każdego z nas, co może mieć związek m.in. z samooceną. Trudności mogą mieć też te osoby, które lubią mieć zawsze rację i „ostatnie słowo”. 

Kiedyś jedna mądra osoba zapytała mnie: „chcesz mieć rację czy relację”? Pamiętam to do dziś i już od dawna nie interesuje mnie to, czy mam rację, a jedynie to, jak zarządzić sobą kiedy ją mam lub nie mam. I teraz robię to świetnie, bez uszczerbku i szkody dla swojego ego, mojej relacji i osoby, która jest mi najbliższa. 


Najpierw zrozum siebie i swoje potrzeby!

Żeby budować trwałe i dobre relacje z ukochaną osobą, w pierwszej kolejności należy poznać i zrozumieć samego siebie. Zastanowić się nad tym, jakie mam wartości i potrzeby, bo te często mylimy z oczekiwaniami, których druga osoba wcale nie musi przecież spełniać. Kluczem będzie wtedy szczera rozmowa i kompromis. Warto także znaleźć sposób na zaopiekowanie się sobą, gdy czujemy, że partner lub partnerka przekracza jakąś naszą granicę. Wtedy też łatwiej świadomie i na „trzeźwo” zarządzać swoimi emocjami, co z kolei może nas uratować przed tym, czego moglibyśmy potem naprawdę bardzo żałować.

Jeśli czujesz, że temat nie jest Ci obcy i potrzebujesz wsparcia w tym temacie, zapraszam do kontaktu i spotkania przy kawie. 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *